Irving Kahn zarządzał pieniędzmi klientów w wieku 109 lat. Philip Carret prowadził fundusz przez 55 lat i dożył 101. W tym miesiącu w wieku 101 lat zmarł Stephen Jarislowsky. Czy giełda i inwestowanie naprawdę przedłużają życie? Odpowiedź jest ciekawsza, niż się wydaje.
Sto lat i wciąż na rynku!
Irving Kahn urodził się w 1905 roku, gdy Nowym Jorkiem jeździły jeszcze dorożki. Krach z 1929 roku przeżył jako młody pracownik Wall Street. Potem został asystentem Benjamina Grahama, znanego wszystkim inwestorom jako ojca inwestowania w wartość. Zmarł w 2015 roku w wieku 109 lat i do końca był aktywnym zarządzającym w rodzinnej firmie Kahn Brothers.
Roy Neuberger, współzałożyciel Neuberger Berman, dożył 107 lat, a akcjami handlował jeszcze będąc po setce – i nie chodzi tu o setkę czegoś mocniejszego. Stephen Jarislowsky, znany kanadyjski zarządzający aktywami, zmarł 8 października 2026 roku w wieku 101 lat. Arthur Rock, który zebrał pieniądze na start Intela, w sierpniu tego roku skończył 100 lat. Charlie Munger dożył 99, a Warren Buffett ma 96.
Można by pomyśleć, że długie życie to przywilej inwestorów value, którzy kupują nudne spółki i nie zaglądają do notowań latami. Tyle że długowieczność lubi też tych, którym spokój raczej nie grozi. George Soros, który w 1992 roku złamał Bank Anglii ma 96 lat. Edward Thorp, matematyk, który najpierw rozgryzł blackjacka w kasynach, a potem rynki, ma 94. Współtwórcy KKR (Jerome Kohlberg Jr.) i Blackstone (Peter Peterson), gigantów private equity, dożyli 90 i 91 lat. Bill Draper, pionier venture capital, zmarł we wrześniu w wieku 98 lat.
Inwestor w wartość, spekulant, matematyk, łowca start-upów – zdaje się, że dziewięćdziesiątka na liczniku to w tej branży niemal standard.

29 legend, które pokonały próbę czasu

Zebrałem 29 rozpoznawalnych postaci ze świata finansów – głównie inwestorów, ale także przedsiębiorców i osób, które łączyły obie te role. Każda z nich przeżyła przeciętnego amerykańskiego mężczyznę, który dziś żyje 76,5 roku. Mediana wieku w tej grupie wynosi 95 lat, a szóstka przekroczyła setkę.
Odwróćmy perspektywę
Zanim włączysz inwestowanie na giełdzie do swojej rutyny prozdrowotnej, zaraz obok siłki, 10 tysięcy kroków dziennie i zdrowej diety, warto rozważyć jeszcze jedną rzecz – efekt przeżywalności. To przez niego nieradzące sobie fundusze znikają z rankingów, a w tabelach zostają same gwiazdy.
Z legendami jest tak samo. I żeby zrozumieć dlaczego, wystarczy przyjrzeć się jednemu z naszych stulatków.
W 1928 roku Philip Carret założył jeden z pierwszych funduszów inwestycyjnych w Ameryce, późniejszy Pioneer Fund. Rok później przyszedł krach. Carret go przetrwał. A potem Wielki Kryzys, wojnę i inflację lat 70. i prowadził fundusz przez 55 lat. Kto powierzył mu na starcie 10 tys. dolarów, skończył z 8 milionami. To około 12.9% rocznie – wynik bardzo dobry, ale też bez cudów.

Mechanizm procentu składanego potrzebuje czasu, aby się rozpędzić. Po 30 latach z 10 tysięcy dolarów mielibyśmy około 380 tysięcy USD. Przyzwoicie, ale pewnie nikt nie pisałby o tym książek. Po 40 latach – około 1,3 mln USD. Dopiero ostatnie 15 lat zamieniło to w 8 milionów USD.
Gdyby Carret zmarł w wieku 60 lat to byłby solidnym zarządzającym, o którym nikt by dzisiaj nie pamiętał. Nie trafiłby też na mój wykres. I tu dochodzimy do sedna – ci ludzie nie żyją długo dlatego, że są legendami. Są legendami, bo żyli długo.
Warren Buffett zarobił majątek dopiero po pięćdziesiątce
Ten sam mechanizm możemy zaobserwować u najbardziej znanego inwestora na świecie. Buffett został miliarderem dopiero w 1986 roku w wieku 56 lat. Według często cytowanych wyliczeń około 99% majątku zarobił po pięćdziesiątce. Gdyby przeszedł na emeryturę w wieku 65 lat byłby zamożnym człowiekiem z Omaha, o którym słyszeliby głównie pasjonaci inwestowania. Tymczasem zasiadał on za sterami Berkshire Hathaway, aż do 95 roku życia.
Matematyka na prostym przykładzie pokazuje nam jak czas bije stopę zwrotu:
- 1zł zainwestowane na 15% rocznie przez 30 lat zamienia się w 66 zł
- 1zł zainwestowane na 10% rocznie przez 50 lat zamienia się w 117 zł
Przeciętny, ale wytrwały inwestor wygra więc z tym genialnym, który wcześnie zejdzie ze sceny. Do tego dochodzą pieniądze i prestiż – najbogatsi żyją o kilkanaście lat dłużej niż najbiedniejsi, a uznanie samo w sobie dobrze robi na zdrowie. Nasze legendy miały jedno i drugie z nawiązką.

A jednak giełda pomaga. I to bardziej, niż myślisz
Odłóżmy na bok pieniądze, sławę i fakt, że mówimy o ludziach, którzy dożyli imponującego wieku. Czy samo inwestowanie może mieć rzeczywiście coś wspólnego z długowiecznością? Okazuje się, że istnieje kilka sensownych powodów, by tak sądzić.
Praca inwestora to zawód bez daty ważności. Piłkarz (a przynajmniej większość piłkarzy) kończy karierę przed czterdziestką, a prezesa w końcu wymienia rada nadzorcza. Inwestor potrzebuje tylko głowy i dostępu do raportów. Badacze, którzy śledzili los byłych pracowników koncernu Shell, zaobserwowali, że ci, którzy odeszli na emeryturę w wieku 55 lat, umierali częściej niż koledzy pracujący do 65 roku życia. Inwestora nikt nie zmusza do przejścia na emeryturę.
Co więcej, to jeden z nielicznych zawodów, gdzie wiek może realnie działać na naszą korzyść. W wielu zawodach doświadczenie z czasem traci na wartości, bo świat zmienia się szybciej niż my. Na giełdzie jest odwrotnie – każda bessa, każda bańka i każda panika to lekcja, której nie da się wyczytać z książki. Kiedy młodsi panikują, siedemdziesięcioletni inwestor może spokojnie powiedzieć „już to widziałem”. Zmarszczki to w tej branży przewaga konkurencyjna.
Codzienny trening mózgu i powód, żeby wstać z łóżka. Inwestowanie daje umysłowi stałe zajęcie – wymaga analizowania, uczenia się i podejmowania decyzji, nawet gdy na liczniku ciągle przybywa lat. Kahn pytany o sekret długowieczności, poza genami wymieniał umiar przy stole i ciągłe ćwiczenie umysłu. Badania wśród osób po pięćdziesiątce wiążą też poczucie celu z dłuższym życiem.
Spokój, którego uczy rynek. Kto przetrwał kilka bess bez paniki, tego raczej nie wyprowadzą z równowagi korki w centrum miasta.
Długowieczność i inwestowanie napędzają się nawzajem
To jak to w końcu jest? Oba kierunki działają naraz. Długie życie robi z inwestorów legendy, bo daje procentowi składanemu czas. Inwestowanie daje z kolei to, co według naukowców sprzyja długiemu życiu – cel, wysiłek dla umysłu i brak przymusowej emerytury.
Wniosek? Dbaj o zdrowie tak samo jak o portfel. Dodatkowe 10 lat życia i inwestowania zrobi dla Twojego majątku więcej niż najlepsza spółka. Zacznij wcześnie, nie sprzedawaj w panice i nie odchodź na emeryturę od czytania raportów.
A kiedy następnym razem ktoś zapyta co robisz o północy nad raportem rocznym, powiedz po prostu, że dbasz o zdrowie. I przy okazji inwestujesz.
Źródła i dane:
- https://jamanetwork.com/journals/jama/article-abstract/2513561
- https://www.bmj.com/content/331/7523/995
- https://www.healio.com/news/primary-care/20260202/cdc-report-shows-us-life-expectancy-rose-in-2024
- https://en.wikipedia.org/wiki/Philip_L._Carret
- https://finance.yahoo.com/news/think-too-old-wealth-4-100304964.html